Menu

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Recenzja książki pt. "Brisingr"

     Boo!
   Taaak! Cegiełka! Kocham cegły, wiec Paolini ma dużego plusa dla książki. Tylko 700 stron. Szkoda, że nie więcej.
Przykro mi, nic nie udało mi się z tym zrobić T^T
    Brisingr. Ehhh... Cóż ja mam z tobą zrobić?
    Cały czas będę płakać za rogami. Dlaczego nikt nie rozumie, że smoki muszą mieć rogi, bo inaczej wyglądają jak żaby? Wielka-złota-żaba-smok-Glaedr. W sumie pasuje to do niego. Albo też może być: Wielka-ziejąca-ogniem-złota-żaba-Glaedr. No dobra nie ma rogów, ale dlaczego ma czułki? Smok z czułkami - śmieszne. Glaedr chyba jest połączeniem żaby, mrówki i kozy - ponieważ ma brodę. U niektórych smoków brody wyglądają fajnie - ale nie u Glaedra. Wracamy do robienia pysków z kółek, ale psyk Saphiry jest dłuższy i ma większe czoło.
     W końcu inne tło. Takie brązowe, jak błoto. Tak naprawdę wygląda ono lepiej niż ten epicki widoczek Saphiry u Ciernia. Błoto, błotem, ale lepiej się komponuje z resztą. No i jeszcze dochodzi ten gradient.
      W sumie to ta okładka wygląda fajnie. Z tymi dwoma białymi napisami da się przetrwać. Ale ta biała obwódka? Nieeee. Nienawidzę obwódek. Ten czarny pasek dookoła wygląda lepiej niż w przypadku Saphiry i Cienia. Brisingr jak na razie ma najładniejszą okładkę z całego cyklu.

     Potrzebny mi miecz, pomyślał Eragon. Gdyby miał Zar'roca Ra'zacowie już dawno by nie żyli.
     Stwory jednocześnie rzuciły się na niego. Błyskawicznie cięły mieczami, a on odbijał ich ciosy głogowym kijem. Kij znakomicie spisywał się w walce, zwłaszcza z wieloma przeciwnikami. Mniejszy z Ra'zaków zranił go w wewnętrzną stronę lewego kolana. Rana nie była groźna, ale noga odmawiała utrzymywania ciężaru ciała.
      Chwytając okucie na końcu kija, Eragon zamachnął się. Uderzył jednego z Ra'zaców w głowę. Stwór padł na ziemię. Zbliżając się do drugiego, Eragon tłukł potwora po rękach. Po chwili nagłym ruchem wytrącił mu miecz z ręki.
      Oślepiony Lethrblaka ze złamanym skrzydłem przeleciał przez jaskinię i udzerzył w ścianę. Saphira skoczyła za okaleczonym Lethrblaką. Kopnęła go i wbiła zęby w jego szyję. Potwór raz próbował się uwolnić. Saphira nagłym ruchem skręciła mu kark.

      Brisinger jest bardzo skomplikowaną książką. Nie mamy w niej fabuły biegnącej prosto, ona jest strasznie poskręcana. W Eragonie cały czas podróżowaliśmy, w Najstarszym się uczyliśmy, a w Brisingrze? No właśnie o to mi chodzi. W Brisingrze nie do końca wiadomo jaki był zamysł. Może to, że wojna trwa i Vardeni potrzebują pomocy?
     W Brisingrze nie ma jakoś dużo elfów. Nie, elfów jest mało. Krasnoludów jest trochę więcej. Za to wiele razy pojawiają się urgale. Nawet poznaliśmy urgalską baśń.
     Teraz już nie mamy tylko Saphiry, Glaedra, Ciernia, Shruikana plus jajko. Nie teraz jest w pierony smoków(z każdą częścią ich przybywa - co będzie w czwartej?), tylko że one nie mają ciała. To jest jakoś tak, że smoki mają w brzuchu kryształ zwany Eldunari(tzw serce serc). Jeśli ktoś taki kryształ posiada, może czerpać moc od smoka, a także z nim się kontaktować. Według mnie jest to mało praktyczne rozwiązanie. Jak Glbatorx miałby taszczyć dwieście takich kulek przy sobie? To bezsensu.
     Ja dosyć szybko się domyśliłam, że coś będzie z sercami. A pomogły mi w tym tropy, które Paolini rozrzucił niedbale po książce. Coś mi zaczęło świtać kiedy Ra'zac mówił o sercach i prawdziwym imieniu(jeszcze do końca nie wiem o co mu chodziło). Potem Murtagh potwierdził me przypuszczenia. A Oromis(lub Glaedr, nie pamiętam który) wszytko nam ładnie wyjaśnił.

      Jak Eragon stracił Zar'roca, był zmuszony walczyć z Ra'zacami za pomocą kija. Kija! To upokarzające. Jak ktoś noszący miano Smoczego Jeźdźca, Cieniobójcy może walczyć kijem? W dodatku dopiero pod koniec książki Eragon "dostał" miecz. Nazwał go "Brisingr" i od niego wziął się tytuł książki.
     Nasza kochana rodzinka Eragona się rozpadła. Dlaczego? Gdyż tak naprawdę Morzan nie jest tatusiem Eragona. Tak więc cieszmy się. Ale nie zmienia to faktu, że Murtagh jest bratem Eragona. Murtagh niestety nadal jest złym Murtaghiem, ale żyje.
      Nowością jest nowy oddział Galbatroixa. Znajdują się w nim ludzie, którym zablokowano odczuwanie bólu. No dobra nie czują oni bólu, ale mimo to mogą umrzeć. Ja sama kiedyś też wpadłam na pomysł na jakiegoś stwora, który nie czuje bólu, ale nie zastanawiałam się nad wadami tej cechy. Paolini zaś nam to pokazał.

      W Brisingrze znalazłam najdłuższe zdanie z całej serii. Nie wiem czemu postanowiłam je przepisać. Raczej w całym Dziedzictwie nie znajdzie się dłuższe zdanie od tego.

     "Pozwolił spojrzeniu wędrować wokół granitowego stołu, od Galdhiema, przez Nado, krasnoluda o krągłej twarzy i płowych włosach, z aprobatą kiwającego głową na każdy gromki okrzyk tamtego; Havarda czyszczącego sztyletem paznokcie dwóch palców pozostałych przy prawej dłoni; Vermunda, marszczącego brwi, lecz poza tym ukrytego za purpurowym woalem; Gannela i Undina, pochylonych ku sobie i szepczących, podczas gdy Hadfala, starsza krasnoludka, przywódczyni Dûrgrimst Ebadac i trzecia członkini sojuszu Gannela, marszcząc czoło, oglądała kartę jednego z pokrytych runami pergaminów, których plik przynosiła ze sobą na każde spotkanie; i dalej, wodza Dûrgrimst Ledwonnu, Mannadratha zwróconego profilem do Eragona i demonstrującego dumnie długi zakrzywiony nos; Thordris, przywódczynię Dûrgrimst Nagra, u której widział jedynie kręcone ciemnorude włosy, opadające na ziemię w warkoczu dłuższym dwakroć niż jej wzrost; tył głowy Orika, przygarbionego na krześle; grimstboritha Dûrgrimst Gedthrall, Freowina, niezwykle korpulentnego krasnoluda wbijającego wzrok w kawał drewna, z którego z zajęciem rzeźbił przycupniętego na gałęzi kruka; Hreidamara, grimstboritha Dûrgrimst Urzad, który w odróżnieniu od Freowina był twardy, muskularny, miał umięśnione ramiona i na każdą naradę przychodził w kolczudze i hełmie, i wreszcie Iorûnn, o skórze brązowej jak orzech, której doskonałość zakłócała jedynie wąska półkolista blizna na lewym policzku, na lśniących jak satyna włosach tkwił srebrny hełm w kształcie wyszczerzonego gniewnie wilczego pyska, była odziana w mieniącą się zielenią suknię i naszyjnik z błyszczących szmaragdów osadzonych w kwadratach złota zdobionego rzędami tajemniczych runów."

      Tadam! To oto zdanie ma 1 690 znaków ze spacjami. Nie wiem jak można napisać aż tak długie zdanie. Ja osobiście wolę te krótkie. Są dużo bardziej dynamiczne.
      W książce pojawiło się parę drobnych błędów. To gdzieś brakowało spacji, to zamiast "pokoi" było "pokojów", ale na takie rzeczy da się przymknąć oko. Gorzej było gdy zamiast "Smoczego Skrzydła" napisano "Smocze Serce". Jest to bardzo duży błąd, gdyż to była nazwa statku. To tak samo jakby zamiast Saphira napisać Sophia. Sądzę, że te błędy powstały podczas tłumaczenia(innej możliwości raczej nie ma).

       Oczekiwałam epickiego pojedynku z Ra'zacami - zawiodłam się. Tak więc od Dziedzictwa nie będę nic oczekiwać, bo wtedy się nie zawiodę.
       Brisingr jest dużo ciekawszy od Najstarszego. Niemal dorównuje Eragonowi. Niemal. Książka wciąga. Duży plus dla książki stanowi ilość stron. Jak już mówiłam kocham cegły. Czytając Brisingra czasami miałam wrażenie, że Paolini robi sobie jaja z tej książki, np. kiedy Saphira do długim locie dostała czkawki. Bywały bardziej absurdalne przypadki, ale nie chce mi się ich opisywać. Pojawiła nam się również perspektywa Saphiry, a wraz z nią skomplikowane nazownictwo takie jakiego użyłam opisując okładkę. Wielka-ziejąca-ogniem-złota-żaba-Glaedr. Może w ten sposób spróbuję również opisać książkę? Majestatyczna-książka-cegła-czarna-okładka-o-smokach-i-jeźdźcach-oraz-wojnie-którą-warto-przeczytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz